Całodobowa infolinia +48 697 684 567

BAZA WIEDZY


Picie alkoholu w czasie niskich temperatur atmosferycznych, to częsty problem, który pojawia się w okresie mroźnej zimy i wczesnej wiosny. Naukowcy biją na alarm, ponieważ rocznie umiera z tego powodu, aż 20 tysięcy osób. Lekarze, którzy na co dzień mają do czynienia z przypadkami zgonów z powodu wyziębienia organizmu, są zdania, że napoje wysokoprocentowe stwarzają zwodnicze uczucie ciepła i energii, a jednocześnie zaburzają prawidłowe odczuwanie bodźców, płynących z otoczenia oraz wpływają na nieskoordynowane ruchy, uczucie znużenia i senności. Zdaniem profesor Colin Drummond, kierownika Sekcji ds. Uzależnień od Alkoholu w King ‘s College w Londynie, alkohol spożywany w dużych ilościach rozszerza obwodowe naczynia krwionośne, dzięki czemu, skóra zaczyna przybierać lekko zaróżowioną barwę oraz podwyższa się temperatura ciała. Jest to jednak fałszywe uczucie ciepła, które nie dotyczy dolnych kończyn oraz narządów wewnętrznych, w których krew krąży znacznie wolniej i jest zdecydowanie mniej ogrzana. Zdaniem Drummonda, jeśli po wypiciu sporej dawki napojów wysokoprocentowych, dana osoba wychodzi na mróz, z łatwością zaczyna tracić ciepłotę ciała, mimo, iż w ogóle tego nie odczuwa. W normalnym stanie, organizm alarmuje nas o tym, że nasze ciało ulega wyziębieniu. Pojawia się gęsia skórka, dreszcze oraz sinienie warg, opuszków palców oraz drętwienie dłoni i stóp. Główne organy wewnętrzne - serce i płuca, zaczynają wolniej pracować, co utrudnia nam swobodne oddychanie, nawet mówienie i poruszanie się. Wszystkie te symptomy nie mają miejsca lub zostają przytłumione, w sytuacji upojenia alkoholowego.


Picie alkoholu w czasie niskich temperatur atmosferycznych – śmierć, która przychodzi niepostrzeżenie

Osoba, która znajduje się pod wpływem silnego upojenia alkoholowego posiada upośledzone odczuwanie temperatury, jaka panuje na zewnątrz. Wydaje jej się, że jest to wartość plusowa, która nie zagraża jej zdrowiu ani życiu. Bywa, iż alkoholik zamarza, ponieważ jego ciało nie jest w stanie zasygnalizować mu, że wpada w hipotermię. Optymalną temperaturą ciała jest wartość 36,6. Spadek, nawet o 1 – 1,5 stopnia, grozi już wpadnięciem w letarg oraz brakiem możliwości racjonalnego myślenia. Temperatura ciała, niższa niż 34 stopnie, jest przyczyną powolnego zapadania w sen, który kończy się śmiercią. Alkoholik lub osoba odurzona napojami wyskokowymi, praktycznie nie zauważa, kiedy jej organizm zaczyna umierać. Śmierć jest bezbolesna i trwa stosunkowo krótko. Według profesora Drummonda do najczęstszych miejsc, w których znajduje się zamarznięte ciała, należą drogi wiejskie, pola, okolice wyludnione lub pozostałości budynków przemysłowych. Alkoholik, który wędruje samotnie, szybko traci orientację czasoprzestrzenną i zaczyna błądzić. Dodatkowymi bodźcami, które go rozpraszają, są miedzy innymi - światła samochodów. Noc jest kolejnym utrudnieniem, ponieważ ogranicza widoczność i prawidłową identyfikację kierunku, w jakim należy się udać. Długotrwała, bezcelowa wędrówka kończy się zazwyczaj opadnięciem z sił i przymusem odpoczynku. Osoba odurzona alkoholem odczuwa początkowo błogie ciepło. Znużenie wysiłkiem fizycznym powoduje senność. Osłabiony, zmęczony  organizm spowalnia celowo pracę różnych układów i dostarcza całą krew do serca i mózgu, chcąc uchronić się przed śmiercią. Jednak w ten sposób powstają doskonałe warunki do jej szybszego nadejścia. Według profesora Drummonda, skrajna hipotermia, rzadko jest stanem odwracalnym i rokującym powrót do pełnego zdrowia. W 85% kończy się ona zgonem danej osoby.

Jeśli alkohol stał się metodą na rozluźnienie atmosfery i towarzyszy Ci na każdym kroku, nie zwlekaj i skorzystaj z pomocy specjalistów. Możesz zdecydować się na leczenie swojego nałogu. Dobre rokowania daje farmakoterapia lekiem o nazwie Naltrexone, który pomaga w powrocie do stanu trzeźwości.